Oh nic mnie ostatnio tak bardzo pozytywnie nie nastawiło jak pewien blog. Nawet nie wiem jak na niego weszłam, jak go znalazłam (choć nie szukałam). Blog pewnej matki dziecka autystycznego. Nie do końca zdawałam sobie wcześniej sprawę jak życie wygląda takiej rodziny z tak chorym dzieckiem. Czytając tego bloga nie potrafiłam w ogóle go skończyć, czytałam i czytałam i takim sposobem przeleciałam połowę, co zajęło mi jakieś 2 godziny. I im więcej czytałam w tym większym byłam szoku. Niejedna matka załamałaby się mając tak chore dziecko, a Ona po prostu jest szczęśliwa, to nic że czasami nawet mąż płacze z bezradności, to nic, że humor dziecka potrafi się zmieniać co kilka minut, to nic świat ich nie jest poukładany do końca tak jakby chcieli, oni po prostu świetnie dają sobie radę. I tak jak pisze ta mama, to co że nie zawsze jest posprzątane, że czasami zamawiają jedzenie w knajpce, najważniejsze że mają dla siebie czas i spędzają go ze sobą.
Kiedyś nie rozumiałam jak rodzice mogą się cieszyć że mają dziecko chore. Chore nieuleczalnie. Pewnie to było takie moje egoistyczne myślenie, niedojrzałe do macierzyństwa. Od pewnego momentu widzę i czuję że gdyby mnie coś takiego spotkało to też byłabym na swój sposób szczęśliwa. Choć pewnie obawiałabym się o przyszłość - o to jak będzie gdy mnie i męża braknie. Kto się tym dzieckiem zajmie. Ale wiem że dalibyśmy radę.
Ostatnie wydarzenia dały mi do myślenia, śmierć chrzestnego który był mi bardzo bliski to spowodowała. Powiedziałam nawet mężowi że gdybym teraz zaszła w ciążę (co jest raczej nieprawdopodobne - ale podobno nigdy nie mów nigdy) to bardzo bym chciała gdyby to był chłopczyk nadać mu drugie imię po chrzestnym. I choć od kilku lat mamy wybrane imiona dla naszych jakoś nie potrafiących trafić do nas dzieci :) to tu bym się ugięła. Bo wiem że ktoś musi odejść z tego świata, by na świat mógł przyjść ktoś nowy.
Póki co cholernie się cieszyłam że na urlopie będę już po okresie. I chyba nie będę, bo mam 30 dc a tu nawet plamienia przepowiadającego okres nie ma. I znów się wszystko przesunie i na urlopie chyba będzie @ - mam nadzieję że końcówka okresu. Ale piersi już bolą, więc nadchodzi wielkimi krokami.
Miłego tygodnia
a wiesz, że ja kiedyś miałam etap (i chyba nadal mam choć go do siebie nie dopuszczam), że znając moje "szczęście" właśnie bylibyśmy takimi rodzicami, rodzicami chorego dziecka. Bo przecież w życiu nie może być dobrze. Albo nawet, gdyby urodziło się zdrowe, to na pewno będzie najgorsze we wszechświecie :) no, ale to podobno naturalne myśli każdego. Podobno.
OdpowiedzUsuńah, urlop, jak ja zazdroszczę :))
:) ja też miałam kiedyś takie myśli, ale stwierdziłam że złe myśli przynoszą zły los i skończyłam tak myśleć - choć moja siostra która urodziła w tamtym roku stwierdziła że tak ma każda kobieta - takie zamartwianie.
OdpowiedzUsuńUrlopem to chyba zacznę żyć dopiero koło weekendu :) jakoś dużo pracy i czasu nie mam
Pozdrawiam