Tak tak, nakręcona jestem nieźle. Tak się zawzięłam, tak sobie do serca wzięłam wszystkie rzeczy, tak się nakręciłam na pracę, dbanie o siebie, że jestem z siebie bardzo DUMNA! Nawet wstawanie o 3.45 nie jest ostatnio dla mnie problemem. Prysznic, makijaż, śniadanie dla królika, mąż w tym czasie robi śniadanie dla nas do pracy, później on korzysta z łazienki to ja grzebię w szafie w poszukiwaniu odpowiedniego wdzianka (z tym jest przeważnie problem :) ).
Chyba przez to że zaczęliśmy się ruszać tak jakoś jest lżej, chce się działać, praca jeszcze bardziej cieszy i wszystko układa się tak jak powinno. Gdy się chce to zawsze wychodzi. Poza tym staram się choć na 5 minut zerknąć do mojej małej "biblii osobistej" tzn. do The Secret. Dawno już tak pozytywnie nie byłam nakręcona na wszystko.
Mam nadzieję (a co tam, jestem o tym przekonana) że wszystkie plany wypalą, dalej będziemy szli do przodu (co tam szli, biegli - bo tak to ostatnio wygląda) i rozwijali się. A najważniejsze że robimy to razem i jest DOBRZE!
Czego wszystkim życzę :)
czwartek, 27 października 2011
Zgodnie z planem
Wszystko idzie zgodnie z planem, nawet gdy ciastka leżą obok to nie sięgam po nie. Zawzięłam się. Wieczory umila mi mąż, który biega ze mną i ćwiczy również :) stwierdził że jemu też się przyda :)
I właściwie to stwierdziłam że waga mi nie przeszkadza, bo mogę nadal ważyć tyle ile teraz, grunt bym była bardziej wyćwiczona i brzuszek i boczki zniknęły, a wszystko idzie w tym kierunku - i będę z siebie bardzo dumna.
I tego się będę trzymać...
I właściwie to stwierdziłam że waga mi nie przeszkadza, bo mogę nadal ważyć tyle ile teraz, grunt bym była bardziej wyćwiczona i brzuszek i boczki zniknęły, a wszystko idzie w tym kierunku - i będę z siebie bardzo dumna.
I tego się będę trzymać...
poniedziałek, 24 października 2011
Postanowienia przednoworoczne :)
A co tam, wszyscy mają noworoczne to ja będę inna - jak zawsze :)
Chcę sobie zaplanować parę rzeczy i trzymać się ich. To są postanowienia do spełnienia a nie do patrzenia na nie i myślenia: "no dobra od jutra biorę się za siebie". NIE NIE NIE zaczynam dzisiaj, nie chcę stracić kolejnego dnia. I tego będę się trzymać.
A więc zaczynamy
- zrzucam zbędny tłuszcz - waży on 5 kg! No niestety all inclusive i lenistwo zrobiło swoje...
- ograniczam słodycze - moje ukochane słodycze = znienawidzone boczki i brzuszek, bo wszsytko w nie idzie
- ćwiczenia co 2 dni (tj. aerobic 1 raz + 3 razy ćwiczenia na urządzeniach w domku i przy placu zabaw - a tak się mam dobrze, że orbitrek i kilka innych urządzeń spółdzielnia wykonała przy placu zabaw koło mojego bloku, dostępne dla każdego o każdej porze, więc wczoraj poszliśmy z mężem sprawdzić to cosik - super się ćwiczyło o godz. 21)
- nauka języka angielskiego - w końcu trzeba podszlifować to co zalega gdzieś tam w pamięci i się traci
- więcej cierpliwości (oh wyrabiam to w sobie od urlopu i jakoś mi się udaje - chcę to utrzymać)
- poświęcać mniej czasu na pierdoły (czasami w biurze przez godzinę oglądam durne strony, które do niczego nie są mi potrzebne, wręcz przeciwnie rozpraszają mnie i nie pozwalają na normalną pracę)
- być milasz dla teściów (ostatnio mi jakoś na nerwy działają i częściej im burkam niż rozmawiam - no zobaczymy jak to postanowienie wyjdzie)
- cieszyć się życiem jeszcze bardziej niż dotychczas
I to tyle, dużo/mało nie wiem, ważne by spełniać to co napisałam. Dlatego post dzisiaj konkretny i wracam do pracy... :)
Chcę sobie zaplanować parę rzeczy i trzymać się ich. To są postanowienia do spełnienia a nie do patrzenia na nie i myślenia: "no dobra od jutra biorę się za siebie". NIE NIE NIE zaczynam dzisiaj, nie chcę stracić kolejnego dnia. I tego będę się trzymać.
A więc zaczynamy
- zrzucam zbędny tłuszcz - waży on 5 kg! No niestety all inclusive i lenistwo zrobiło swoje...
- ograniczam słodycze - moje ukochane słodycze = znienawidzone boczki i brzuszek, bo wszsytko w nie idzie
- ćwiczenia co 2 dni (tj. aerobic 1 raz + 3 razy ćwiczenia na urządzeniach w domku i przy placu zabaw - a tak się mam dobrze, że orbitrek i kilka innych urządzeń spółdzielnia wykonała przy placu zabaw koło mojego bloku, dostępne dla każdego o każdej porze, więc wczoraj poszliśmy z mężem sprawdzić to cosik - super się ćwiczyło o godz. 21)
- nauka języka angielskiego - w końcu trzeba podszlifować to co zalega gdzieś tam w pamięci i się traci
- więcej cierpliwości (oh wyrabiam to w sobie od urlopu i jakoś mi się udaje - chcę to utrzymać)
- poświęcać mniej czasu na pierdoły (czasami w biurze przez godzinę oglądam durne strony, które do niczego nie są mi potrzebne, wręcz przeciwnie rozpraszają mnie i nie pozwalają na normalną pracę)
- być milasz dla teściów (ostatnio mi jakoś na nerwy działają i częściej im burkam niż rozmawiam - no zobaczymy jak to postanowienie wyjdzie)
- cieszyć się życiem jeszcze bardziej niż dotychczas
I to tyle, dużo/mało nie wiem, ważne by spełniać to co napisałam. Dlatego post dzisiaj konkretny i wracam do pracy... :)
środa, 19 października 2011
23 dc
Plamienie się pojawiło. Więc okres przylezie na pewno. No nic, mąż zawiedziony i to bardzo... napalił się jakoś tym razem.
Wczoraj miałam dzień pocieszania, jedna koleżanka która myślała że zaciążyła zrobiła test-niestety jedna kreska, a już powinna się choć jakaś blada pojawić. Więc ją pocieszałam jak tylko mogłam. Druga koleżanka po południu dzwoni, że ona chyba jest w ciąży, że coś się tam dziwnego dzieje, i w ogóle opowieści mnóstwo. Bardzo się ucieszyłam, bo starają się jakieś 5-6 lat. W piątek idzie do lekarza. Ale po jakimś czasie znów się zdzwoniłyśmy i dostała jakieś plamienia, więc znów pocieszałam. Aż się sobie sama dziwię, że nad sobą potrafię się rozczulić tak że beczę czasami i jest mi mega źle, a innych mogę pocieszać i stawiać do pionu i sprawiać by się uśmiechnęli.
No nic, moje hormony przedokresowe wariują. Oglądałam dzisiaj zdjęcia ze ślubu znajomych i się poryczałam sama nie wiem czemu, tak mnie to jakoś wzruszyło. Chyba się starzeję... :)
Wczoraj miałam dzień pocieszania, jedna koleżanka która myślała że zaciążyła zrobiła test-niestety jedna kreska, a już powinna się choć jakaś blada pojawić. Więc ją pocieszałam jak tylko mogłam. Druga koleżanka po południu dzwoni, że ona chyba jest w ciąży, że coś się tam dziwnego dzieje, i w ogóle opowieści mnóstwo. Bardzo się ucieszyłam, bo starają się jakieś 5-6 lat. W piątek idzie do lekarza. Ale po jakimś czasie znów się zdzwoniłyśmy i dostała jakieś plamienia, więc znów pocieszałam. Aż się sobie sama dziwię, że nad sobą potrafię się rozczulić tak że beczę czasami i jest mi mega źle, a innych mogę pocieszać i stawiać do pionu i sprawiać by się uśmiechnęli.
No nic, moje hormony przedokresowe wariują. Oglądałam dzisiaj zdjęcia ze ślubu znajomych i się poryczałam sama nie wiem czemu, tak mnie to jakoś wzruszyło. Chyba się starzeję... :)
wtorek, 18 października 2011
21 dc...
Postanowiłam spisywać swoje okresowe dolegliwości, bo potem nie pamiętam nakręcam się etc. A teraz nakręca się mój mąż, że się udało, że zaskoczyło na urlopie, że będę w ciąży. Taaaa jakoś nie wierzę w takie cuda.
Bardziej wierzę w moją koleżankę 35 dc, starają się o maluszka 7 msc. O pierwsze starali się rok i się udało. Mam nadzieję że teraz się też uda.
U mnie ból podbrzusza, kłucie jajników i sama nie wiem czy to może dopiero teraz jest owulacja, a może jest druga? Czy druga może być? Hmmmm, nie mam pojęcia. Wydawało mi się że była na urlopie bo jajniki dawały o sobie znać.
Pięknie słońce do biura mi świeci - prawie jakby wiosna szła. Prawie. Bo jednak gdzieniegdzie można dostrzec szron w cieniu na trawie.
Ale to słońce nstraja mnie pozytywnie i niech tak zostanie, przynajmniej do godz. 13 póki nie zajdzie za biurowiec :)
Bardziej wierzę w moją koleżankę 35 dc, starają się o maluszka 7 msc. O pierwsze starali się rok i się udało. Mam nadzieję że teraz się też uda.
U mnie ból podbrzusza, kłucie jajników i sama nie wiem czy to może dopiero teraz jest owulacja, a może jest druga? Czy druga może być? Hmmmm, nie mam pojęcia. Wydawało mi się że była na urlopie bo jajniki dawały o sobie znać.
Pięknie słońce do biura mi świeci - prawie jakby wiosna szła. Prawie. Bo jednak gdzieniegdzie można dostrzec szron w cieniu na trawie.
Ale to słońce nstraja mnie pozytywnie i niech tak zostanie, przynajmniej do godz. 13 póki nie zajdzie za biurowiec :)
sobota, 15 października 2011
Zachciewajka
Od kilku-kilkunastu dni powróciło z siłą tornada, tajfunu czy czegoś tam jeszcze. I mnie dopadło. A było tyle spokoju, tyle błogiego nie-myślenia. I dup... myśli krążą i błądzą wokół jednego tematu. Nie wiem co mnie dopadło. Znów wróciły WIELKIE myśli o dziecku. O tym że jednak źle bez maleństwa, o tym jak bardzo chciałabym być matką. Kilka razy już to przeszłam, znów się dźwigałam, żeby po kolejnych kilku miesiącach znów powróciło z większą siłą. I tak jest tym razem, tylko dlaczego coraz bardziej to boli? Próbuję mojemu sercu wytłumaczyć, że dwa in vitro, leczenie, starania a nawet totalny luz nie przyniosły efektów przez 7 lat to jak miałoby się to nagle zmienić. Ale co z tego jak serce mi krwawi. Brak mi czegoś, kogoś. Łudzę się że po ilościach i jakościach :) sexu urlopowego może coś zaskoczy, ale co roku się tak łudzę. I dołka łapię i jest mi źle. A gdy patrzę na mojego kochanego siostrzńca to jestem dumna z tego że jestem ciocią i smutna że nie mogę być matką. I ból rozsadza mnie od środka i wszystko we mnie krzyczy. Jak widzę niektóre wpisy że macierzyństwo potrafi także zmienić relacje żona-mąż to nie jestem pewna czy zniosłabym coś takiego. Przyzwyczaiłam się do naszego "samotnego" życia, imprezy kiedy chcemy, wyjazdy spontaniczne o 4 nad ranem na weekend, spacery po nocach, drinkowanie na balkonie i robienie tego na co się ma ochotę. Może ja nie jestem dojrzała do macierzyństwa? Bo żal byłoby mi tamtych chwil takich tylko naszych. A może za wielka ze mnie egoistka? Bo trzeba będzie dzilić czas w trójkę a nie w dwójkę. Ale jak widzę te wszystkie kryzysy które przychodzą w małżeństwach po kilku miesiącach od narodzenia sie szczęścia to się zastanawiam czy tego bym chciała. I nie są to pojedyncze przypadki, ale cały tabun poranionych związków. Ale co ja poradzę jak część mnie chce być mamą? Na urlopie mąż mi powiedział że coraz bardziej myśli o adopcji. Jedyny problem jaki jest to mieszkaniowy i to nas trzyma tylko od tego by zgłosić się na wymagany kurs i składać papiery. Może w 2012 roku... kto wie.
A na razie postanowienie pourlopowe - zadbać o siebie, zrzucić kilka kg (bo przez all inclusive przybyło mi 4!), zrobić wszystko by na wiosnę wyglądać jeszcze bardziej kwitnąco. Jak się zajmę sobą, to nie będę miała czasu myśleć i marudzić o macierzyństwie może...
A na razie postanowienie pourlopowe - zadbać o siebie, zrzucić kilka kg (bo przez all inclusive przybyło mi 4!), zrobić wszystko by na wiosnę wyglądać jeszcze bardziej kwitnąco. Jak się zajmę sobą, to nie będę miała czasu myśleć i marudzić o macierzyństwie może...
piątek, 14 października 2011
Powrót...
Wróciłam, wypoczęta, zrelaksowana, mega zadowolona i szczęśliwa. To najbardziej szalone wakacje w moim dotychczasowym życiu. Było wspaniale i aż żal było wracać do rzeczywistości... :)
poniedziałek, 3 października 2011
No to fruuuuuuuuuuuuuuuuuuu
Siedzę prawie na walizkach. Wszystko prawie dopięte na ostatni przysłowiowy guzik. Lecę odpoczywać, wylegiwać się, leniuchować, pić drinki i sexić się z mężem ile tylko wlezie :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)