czwartek, 27 października 2011

Nakręcona... nakręcona...

Tak tak, nakręcona jestem nieźle. Tak się zawzięłam, tak sobie do serca wzięłam wszystkie rzeczy, tak się nakręciłam na pracę, dbanie o siebie, że jestem z siebie bardzo DUMNA! Nawet wstawanie o 3.45 nie jest ostatnio dla mnie problemem. Prysznic, makijaż, śniadanie dla królika, mąż w tym czasie robi śniadanie dla nas do pracy, później on korzysta z łazienki to ja grzebię w szafie w poszukiwaniu odpowiedniego wdzianka (z tym jest przeważnie problem :) ).
Chyba przez to że zaczęliśmy się ruszać tak jakoś jest lżej, chce się działać, praca jeszcze bardziej cieszy i wszystko układa się tak jak powinno. Gdy się chce to zawsze wychodzi. Poza tym staram się choć na 5 minut zerknąć do mojej małej "biblii osobistej" tzn. do The Secret. Dawno już tak pozytywnie nie byłam nakręcona na wszystko.
Mam nadzieję (a co tam, jestem o tym przekonana) że wszystkie plany wypalą, dalej będziemy szli do przodu (co tam szli, biegli - bo tak to ostatnio wygląda) i rozwijali się. A najważniejsze że robimy to razem i jest DOBRZE!
Czego wszystkim życzę :)

3 komentarze:

  1. przepraszam, o której wstajesz? a czy moge wścibsko zapytać o to, dlaczego wstajesz w nocy? :D :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, wstaję faktycznie prawie w środku nocy, ale za to chodzę spać o 22 (no czasami później) prawie jak z kurami :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O ludzie 3.45 - to absolutny rekord. Ja po tygodniu wstawania o 5.30 mam dość !

    OdpowiedzUsuń