środa, 31 sierpnia 2011
Wzór macierzyństwa legł w gruzach...
O tak, byłam ostatnio u koleżanki która dla mnie była wzorem idealnej ,no może nie idealnej bo takiej nie ma, ale takiej wzorowej matki. I co się okazało? Mój cały wzór poległ - niestety. Koleżanka (T.) należy do zamożnych rodzin, syn był planowany, ale trzy miesiące później, a że była przedślubna podróż poślubna to wrócili w trójkę i na ślubie był już widoczny brzuszek. T. jako nastolatka straciła matkę a ciotek nie miała dlatego też tak się cieszyłam że odnalazła się w roli matki. I wszystko było super extra do ostatniej wizyty. Synek (K.) non stop na rękach a to już przecież jest 2,5 roczniak (który zna alfabet, umie liczyć do 10 i mówi pełnymi zdaniami). No ale ok, pomyślałam lubi się tulić i czuć bliskość mamy. Okazuje się jednak że jest zdany tylko na towarzystwo mamy, taty, babci i dziadka, ponieważ plac zabaw zbudowany ma tylko dla siebie na swoim ogrodzie, nie ma innego towarzystwa dzieci - bo tamte dzieci nie należą do zamożnych rodzin, mogą być chore, chodzą brudne etc. Więc jak przyszła nasza wspólna znajoma z dzieckiem to K. się wstydził, nie chciał się bawić, nie rozumiał że to drugie dziecko też chce się bawić zabawkami - totalny dzikus wśród innych dzieci - bo tylko takie słowa mi przychodzą na myśl. Poza tym kwestia karmienia to już przeszła moja najśmielsze oczekiwania. Syn T. zje oczywiście, ale tylko i wyłącznie w ... aucie. Bo przy stole to jakoś nieciekawie i płacz, pisk, obrażanie się i wg mnie niezłe zagrywki jak na ponad dwuletnie dziecko. No więc jemy wszystko w aucie, byle się tata nie dowiedział, bo jak się dowie to z T. weźmie rozwód (cytuję tu słowa T.). No niestety J. to pedant, buc i nawet auto żony która wozi dziecko musi być idealnie czyste. No tak gdyby się dowiedział że je się w tym aucie śniadanka i obiadki to by pewnie się załamał, bo on kupił T. auto a ona w taki sposób to auto traktuje - jak jadalnie. I tak oto wzór matki idealnej zmienił się w wzór matki na wszystko pozwalającej i nie umiejącej mówić synkowi NIE! Pewnie syn wyrośnie na takiego drugiego J. któremu się wszystko należy bo on jest kimś. Może i tego nie jestem w stanie zrozumieć, bo nie posiadam własnego dziecia, ale jakieś granice wychowania muszą chyba być, aby potem nie zwariować. Ale teraz już wiem skąd biorą się takie dzieci wpadające w histerię w hipermarkecie gdy nie chce się im kupić kolejnej zabawki. To dzieci tak naprawdę nieszczęśliwych rodziców - gdyby się im tak przyjrzeć z bliska. Współczuję takim ludziom i z dala od nich bo mam inny sposób myślenia, podejścia do pewnych rzeczy, no i oczywiście inny stan konta niż oni ;)
piątek, 26 sierpnia 2011
Całe życie coś ...
No i tak jak w temacie, całe życie coś. 5 lat mojego życia wszystko przeliczałam na ciąże, ah jedźmy wtedy na urlop, bo jeśli będę w ciąży to pierwsze trzy miesiące najgorsze (tylko kiedy te pierwsze miały być?), a kuzyn za rok bierze ślub, a co jak będę w ciąży? Z kim zostawimy dziecko? Ha - kuzyn jest już 5 lat po ślubie, a my nadal bez dziecka (w sumie oni też). Pierwszy rok starań - zero alkoholu, drugi i trzeci rok starań - nie piję na imprezach jak jestem po 14 dniu cyklu, od trzech lat mam to w dupie. Teraz patrzę na okres - a pierwszy termin urlopu był lepszy bo bym była po okresie, teraz jak mamy w planach akurat będę miała @ i co to za urlop...?
No i teraz kolejny dylemat: wypasiony urlop zagraniczny, czy krajowy dużo tańszy i z niewiadomą pogodą + zakup nowego auta firmowego dostawczego, które jest nam coraz bardziej potrzebne. Z jednej strony firma najważniejsza - bo zaczyna się dobrze kręcić, sporo klientów, no i to jest nasze źródło dochodu, z drugiej znów nie po to zbieraliśmy kasę by nie mieć tego wymarzonego urlopu - jestem w kropce, i muszę myśleć, szkoda tylko że nie o tym czy wybrać hotel 4 czy 5* w jakiś egzotykach, tylko o tym że dla mnie to poważny dylemat a chcę jak najlepiej ...
Mimo wszystko udanego weekendu sobie życzę
No i teraz kolejny dylemat: wypasiony urlop zagraniczny, czy krajowy dużo tańszy i z niewiadomą pogodą + zakup nowego auta firmowego dostawczego, które jest nam coraz bardziej potrzebne. Z jednej strony firma najważniejsza - bo zaczyna się dobrze kręcić, sporo klientów, no i to jest nasze źródło dochodu, z drugiej znów nie po to zbieraliśmy kasę by nie mieć tego wymarzonego urlopu - jestem w kropce, i muszę myśleć, szkoda tylko że nie o tym czy wybrać hotel 4 czy 5* w jakiś egzotykach, tylko o tym że dla mnie to poważny dylemat a chcę jak najlepiej ...
Mimo wszystko udanego weekendu sobie życzę
czwartek, 25 sierpnia 2011
Uuuuupalnie...
Upał jest i to czuć. Ale jak to jest z upałem i okresem? Odkąd takie temperatury najchętniej tylko bym piła, piła litrami wodę, miętę i yerba mate. Jeść nie wołam. Ale dzisiaj to jest trochę przegięcie. Okres się zbliża i widzę to po tym że:
- wqrw ma ma P. bez powodu
- tylko bym z książką siedziała i się nie odzywała do każdego
- najchętniej jadłabym, jadła i jadła - co przy takich upałach u mnie nie jest normalne, nawet radia słuchać nie mogę, bo jak mówili coś o soku pomarańczowym to myślałam że mi się zachce, nie wspominając o pizzy; pocieszyłabym się nawet taką zupką chińską (to nic że rozgrzewająca - w razie gdyby mi mało było upału)
- wymyślam od rana co upichcę w domu jak wrócę - co u mnie powoduje jeszcze większy głód
- zastanawiam się czy nie przejść się do sklepu trochę oddalonego po wafle ryżowe by pochrupać w biurze i podenerwować niektórych
- wykonując rysunki kuchni do klienta myślę co bym w niej ugotowała - co przytrafia mi się po raz pierwszy w moim ponad trzydziestoletnim życiu
Generalnie wszystko kojarzy mi się z żarciem, więc idę po kanapkę - przedostatnią, nie wiem jak wytrwam do 16 bo o tej porze mam w planach wyjść dzisiaj.
Smacznego
- wqrw ma ma P. bez powodu
- tylko bym z książką siedziała i się nie odzywała do każdego
- najchętniej jadłabym, jadła i jadła - co przy takich upałach u mnie nie jest normalne, nawet radia słuchać nie mogę, bo jak mówili coś o soku pomarańczowym to myślałam że mi się zachce, nie wspominając o pizzy; pocieszyłabym się nawet taką zupką chińską (to nic że rozgrzewająca - w razie gdyby mi mało było upału)
- wymyślam od rana co upichcę w domu jak wrócę - co u mnie powoduje jeszcze większy głód
- zastanawiam się czy nie przejść się do sklepu trochę oddalonego po wafle ryżowe by pochrupać w biurze i podenerwować niektórych
- wykonując rysunki kuchni do klienta myślę co bym w niej ugotowała - co przytrafia mi się po raz pierwszy w moim ponad trzydziestoletnim życiu
Generalnie wszystko kojarzy mi się z żarciem, więc idę po kanapkę - przedostatnią, nie wiem jak wytrwam do 16 bo o tej porze mam w planach wyjść dzisiaj.
Smacznego
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Pozytywniej
Pogadałam z P. wiem że nie mogę się tak dołować, jakoś bardzo to wszystko na mnie wpłynęło. Dobrze że pracy mam mnóstwo - to nie myślę o tym całym nieszczęściu. Jeszcze tydzień temu żyłam urlopem który miał być od 10 IX, teraz gdy wiem że urlop musimy przełożyć jakoś nic mi się nie chce. Nie mam już tej werwy z rana gdy o 4.45 dzwoni budzik. Ale muszę się pozbierać. Bo jeśli ja nie pokażę w firmie że przemy do przodu to kto inny. Urlop będzie ale w innym terminie, myślę że to coś co nad nami czuwa (a czuwa, oj czuwa i zawsze wychodzi że tak miało być) zaplanuje nam urlop w najlepszym terminie. Dobrze że wczasów nie wykupiliśmy, bo to już w ogóle byłaby porażka.
A więc jak to mawia P. : Coco Jambo i do przodu...
W sumie urlop nie zając - nie ucieknie :)
Miłego dnia
A więc jak to mawia P. : Coco Jambo i do przodu...
W sumie urlop nie zając - nie ucieknie :)
Miłego dnia
Smutno mi...
Życie jest bardzo bardzo bardzo niesprawiedliwe. Ktoś kto czekał na okruszka swojego, 5 msc nosił go pod sercem teraz ma to serce wyrwane. Dlaczego tak się dzieje? Przeżywam to jakbym sama to przechodziła. Przykro mi i cały dzień pozbierać się nie mogę. A tak Eli kibicowałam, tak trzymałam za nią kciuki.
Stwierdzam że wszechświat mnie od takich nieszczęść chroni. Dlatego 7 rok nie mogę zajść w ciążę. Dowiadując się takich informacji nie wiem czy walczyć kiedykolwiek dalej. Czy wydawać tyle kasy w klinice i czy znów się dołować.
Dziś mam smutny dzień, wszystko we mnie płacze, choć nie dotyczą mnie te sprawy osobiście. Skoro na mnie to tak wpłynęło, to jak musi na osoby których to dotyka...
Stwierdzam że wszechświat mnie od takich nieszczęść chroni. Dlatego 7 rok nie mogę zajść w ciążę. Dowiadując się takich informacji nie wiem czy walczyć kiedykolwiek dalej. Czy wydawać tyle kasy w klinice i czy znów się dołować.
Dziś mam smutny dzień, wszystko we mnie płacze, choć nie dotyczą mnie te sprawy osobiście. Skoro na mnie to tak wpłynęło, to jak musi na osoby których to dotyka...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)