poniedziałek, 26 września 2011

Ja wam pokażę...

Wczoraj się we mnie zagotowało. Nie po raz pierwszy przez tą osobę. Mam koleżankę, bardzo dobrą kiedyś koleżankę, znamy się jakieś 12 lat. Razem przez kilka lat pracowałyśmy, tworzyłyśmy pewien projekt który wyrósł hohoho na bardzo solidną firmę przynoszącą niezłe zyski. Ja odeszłam po jakimś czasie, ona została. Wzięła ślub z właścicielem tego przedsięwzięcia. Ona szara myszka, biedna weszła (nie bez problemów!) do jego rodziny. I teraz udaje księżną. Podjechałam wczoraj do ich hurtowni bo musiałam odebrać towar. Jesteśmy jedną z kilku większych firm odbierających tam towary. Nigdy nie było z nami problemów z płatnościami. Ogólna sielanka. I była tam ona, właściwie okazało się że ona pracuje sobie co kilka dni po kilka godzin, bo tak jej dobrze. I że przyjechała sprawdzić co robią po południem pracownicy. Ale zaczęła mnie traktować jakbym tam pracowała i była co najmniej pod nią. Instruowała byśmy sobie pilnowali płatności. Mówię że pilnuję i przez to nie ma żadnych problemów i pytam czy coś jest nie tak. Na to ona że nie wie bo ona się płatnościami nie zajmuje. Nosz to po co się odzywasz i zaczynasz temat?
I pyta że słyszała że ostatni tydzień w pracy a potem urlop? Pewnie jak zawsze w Polsce?
Na to ja z satysfakcją: nie tym razem tylko Riwiera Turecka. Myślałam że wszyscy tam będący słyszeli jak spadała jej kopara, jak szczęka roztrzaskiwała się na tej pięknie wypłytkowanej podłodze.
I na to ona po kilkunastu sekundach z miną niedowierzania: wy lecicie do Turcji?
Na co ja jej: a co zapracowaliśmy to lecimy.
A będziecie mieć pogodę?
Ja jej mówię: że gdyby nie było pogody to bym nie leciała.
A to na dwa tygodnie? Mówię, nie na tydzień, bo nie możemy firmy tak zostawić na dwa tygodnie bez nas.
A no to co to tydzień jest, to się ledwo odpocznie.
Nosz kurna, ja odpocznę. Uśmiechnęłam się tylko z politowaniem. Kurcze jeszcze 2 msc temu piłam z nią wino u nas w domu i wygadywała mi się jaka to jest rodzina męża a teraz traktuje mnie tak z góry. Nikt nigdy w naszą firmę nie wierzył, nie raz  z mężem usłyszeliśmy dziwne słowa od znajomych. A teraz każdy się dziwi jakie mamy plany na przyszłość związane z firmą, na jakie wakacje możemy sobie pozwolić. A każdy nasz pomysł lekko wyśmiewał (lekko to pewnie tylko przy nas bo jak znikaliśmy z horyzontu to pewnie niezła gadka szła).
Dla mnie to jest bardzo dobra motywacja. Jestem dumna z tego co mamy i jak do tego doszliśmy. Nie wskakiwałam nikomu do łóżka by dojść do czegoś. Nie weszłam do bogatej rodziny i z automatu zostałam zamożna. Ja na wszystko zapracowałam z mężem sama. Swoimi rękami bez kombinatorstwa. I pewnie dlatego każdy się dziwi jak widzi jak rozrosła się nasza firma.
A co do koleżanki to wiem jedno, żadne wino żadne ploteczki żadne jej żale nie wchodzą w grę. Potraktowała mnie tak po raz kolejny. Nie wiem może przy pracownikach na swoim, chciała im pokazać jaką to ona jest szefową, że niby wszystkiego pilnuje i mnie poucza jak mam swoją firmę pilnować co do płatności i załatwiania pewnych spraw. Szkoda gadać, bo tak naprawdę to wiele rzeczy załatwiam tam z innymi osobami które wiedzą jak się z nami współpracuje.
I niech mi ktoś nie mówi że pieniądze nie obnażają charakteru człowieka. Tutaj zmieniły swojską dziewczynę do tańca i do różańca na wielką paniusię, która tak naprawdę myśli że coś wie, a wie bardzo mało.
Oczywiście humor mi zepsuła na kolejną część dnia. Więc zasiadłam do książki i 3 h czytałam wieczorem, aż się zdziwiłam jak zobaczyłam 22 na zegarku.
I ja jeszcze pokażę na co nas stać, jak nadal będziemy piąć się w górę. A co!

Wygadałam się i mi lepiej :)

2 komentarze:

  1. łał :) wiesz, mam podobnie... bardzo podobnie... z tą różnicą, że jestem jednoosobową załogą, bo nikt we mnie nie wierzy, nikt, oprócz pewnego kolegi, no ale to przypadek. A ja im wszystkim jeszcze pokażę.... :) a koleżankę odstawić na dalszy tor - może kiedyś się obudzi ze snu zimowego i dostrzeże, że w jej otoczeniu są tylko (nie)zarobione przez nią pieniądze, zamiast prawdziwych przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
  2. I takie też mam postanowienie, żadnych wspólnych spotkań. Skoro nie potrafi normalnie rozmawiać niech spada. Nie każdy potrafi wejść drugiemu do łóżka by coś osiągnąć. Skoro jesteś sama, ale masz w koledze wsparcie, to jest was już dwóch + moja firma to jest nas już kilkoro. A w grupie siła. Więc się nie damy i pokażemy im wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń