poniedziałek, 12 września 2011

Pożegnanie

Jutro ostatnie pożegnanie. Nie ma chyba minuty żebym nie myślała o wujku. Wczoraj można było pożegnać się z NIM przy otwartej trumnie. Wczoraj była niedziela i cała rodzina mogła się zjechać, jutro już nie będą otwierać trumny. I mój dylemat: jechać go pożegnać czy nie? Z jednej strony chciałam GO zapamiętać jako zdrowego uśmiechniętego zawsze eleganckiego 50 latka, z drugiej strony chciałam GO pożegnać, ale obawiałam się jego widoku. Mąż powiedział że się dostosuje do mojego zdania. I zadecydowałam że nie pójdę. Wolę pamiętać JEGO uśmiechniętą twarz, JEGO radosne spojrzenie. Wczoraj siedziałam na balkonie i wyczekiwałam na samolot który zawsze o danej godzinie przelatuje nad naszym domem. I doczekałam się, stwierdziłam że w tym samolocie siedzi WUJEK i leci do nieba. W myślach powiedziałam wszystko to co chciałabym MU powiedzieć gdybym mogła z nim jeszcze raz porozmawiać. A że samolot widzę właściwie przez jakieś 7-10 minut, bo prawie od startu do mometu aż zniknie daleko daleko to miałam sporo czasu. Łzy leciały ciurkiem, ale stwierdziłam że to takie moje ostatnie pożegnanie, sama je wybrałam. Samolot znikł, łzy na policzku zostały, pamięć i ból też. Po 3 minutach co mnie bardzo zaskoczyło patrzę a tu kolejny samolot i nagle poczułam jakiś taki spokój, taki spokój że to znak od NIEGO że wie że o nim myślę. Zaśmiałam się i pomyślałam że wie że o NIM myślę, że wspominam go ciepło i że będzie mi GO brakowało. I że jakoś muszę funkcjonować i żyć dalej. I teraz gdy tylko słyszę jakiś samolot to uśmiecham się w głębi i widzę GO uśmiechniętego - ale już bez moich łez na policzku. I niech tak zostanie.
Jutro trudny dzień - pogrzeb... ja już pożegnałam WUJKA który był moim ulubieńcem, moim chrzestnym, moim świadkiem na ślubie. Idę tam spokojnie wiedząc że mam JEGO pozytywny obraz w sercu i uśmiechniętą twarz przed oczami. Bardzo chciałam by udało się załatwić aby JEGO grób mógł być tu w mieści blisko i udało się, będę miała spacerkiem kilka minut. Będę mogła często tam bywać. Z czego się cieszę.
I mimo iż tego nigdy nie mówiłam gdy żyłeś - tęsknię za TOBĄ bo wiem że nigdy już nie usłyszę tego głosu kaczora donalda z TWOICH ust...
W podziękowaniu jutro przyniosę białą różę - specjalnie dla CIEBIE...

1 komentarz: