Blog Kobiety O
Pomóż odpowiednio wielu ludziom spełnić ich marzenia, twoje zrealizują się same...
poniedziałek, 13 lutego 2012
Co do czytania o adopcji?
Chciałabym poczytać na ten temat. O adopcji, o przygotowaniu, o tym co może zaskoczyć, jak się przygotować. Choć wiem, że książka to książka a życie to życie. Może jednak jest jakieś wydawnictwo, które jest warte polecenia???
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Moje życie będzie miało taki sens jaki sam mu nadam
Jestem w euforii, podekscytowana, podniecona - czuję się jak przed ślubem. Co prawda nie zamierzam wychodzić za mąż po raz trzeci (!), ale takie rzeczy się od nowego roku dzieją, że aż dziw bierze. Zaczęliśmy poważnie myśleć o adopcji, a co za tym idzie i za przeprowadzką. Tu gdzie mieszkamy jest zbyt mało miejsca na dzieciaczka/dzieciaczki. Wymogi niestety są, a my się na nie nie załapujemy w tej chwili. I nagle ruszyło wszystko z kopyta. Jak nie było nic to teraz nagle mamy do wyboru dwa mieszkania, oba po ponad 100 m, jedno w centrum naszego miasta, drugie 10 km od miasta. Nie ukrywam że interesuje nas to pierwsze, ale różnie może być, więc na razie czekamy co będzie pierwsze. Ah tak los nam wszystko wynagradza ostatnio, ale też myślimy pozytywnie, nie dajemy się złym humorom i nerwom i układa się wszystko po naszej myśli, wspaniale! I za to jestem wdzięczna. I dalej mówię Secret działa, działa pozytywne myślenie, pozytywne nastawienie, pozytywne wibracje, wszystko co z pozytywnym nastawieniem związane. I co że plucha, śnieg topnieje, buty mi przemokły i wyskoczył mi pryszcz na czole. A co tam, dalej się uśmiecham, dalej pozytywnie myślę, planuję już co i jak będzie w naszym nowy mieszkaniu i jak tam nam będzie. Stąd moje ekscytacje, bo podnieca mnie ta zmiana - a że uwielbiam zmiany na lepsze to tym bardziej! I jestem bardzo szczęśliwa, i zarażam optymizmem i chwalę się by dookoła rozdawać pozytywne wibracje i fluidy :)
czwartek, 29 grudnia 2011
Się dzieje
i to bardzo dużo. Tyle pozytywnych rzeczy ostatnio w moim życiu, a może ja dopiero teraz je dostrzegam. Co chwilę coś się zmienia, na lepsze oczywiście. Rzeczy które chciałam by wyszły - udały się. Rzeczy które nie wypaliły, po jakimś czasie okazuje się że wyszło na dobre że się nie udały. Wiara w Secret czyni cuda - zawsze to potwierdzam. Myślałam że wszystko uda się nam dopiąć do końca roku, jedna jedyna najważniejsza jak dla nas rzecz pozostaje nie zamknięta - ale wiem że tak musi być, bo wyjdzie to dla nas na dobre. Mamy informację że do marca powinniśmy wszystko wiedzieć. Wierzę w to bardzo. Grudzień to było istne szaleństwo, wariatkowo, dużo rzeczy w ostatnich minutach załatwiane, ale pomogli nam też ludzie którzy pomimo swoich urzędowych min, okazali się całkiem normalni i ludzcy na pewne biurokracyjne rzeczy. Całe szczęście zdrowie też dopisuje i nawet dziadek czuje się dobrze, i każdy mówi że miał dużo szczęścia w tym wszystkim. Chodzi, mówi (co prawda czasami się jąka), ale jest samodzielny i to najważniejsze. I tak to dobrą passą kończy się ten rok i zacznie nowy. Dobrze że z pozytywnym naszym nastawieniem, z pozytywnie załatwionymi sprawami, z uśmiechem na ustach i wiarą że nadal będzie tak super.
Czego i wam drogie czytelniczki życzę
O.
Czego i wam drogie czytelniczki życzę
O.
czwartek, 17 listopada 2011
Na szybko
- dziadek mój ukochany miał udar mózgu
- załamało mnie to
- ale jest jeden mały pozytyw tego wszystkiego, o którym napiszę jak uda się to dopiąć do końca
- złapałam doła w związku z macierzyństwem
- dół minął, a był spowodowany filmem Listy do M. który bardzo bardzo polecam
- ukochany zus się coś na mnie obraził chyba i dziwne pisma mi wysyła, więc jestem tam ostatnio częstym gościem, co lekko powiem mnie wkurza (bo jest to sporo straconego czasu - a czas to pieniądz)
- zapisałam się na maraton zumby i fitnessu na sobotę
- okres świąteczny w firmie i zamówieniach się rozpoczął, więc nie mam czasu na pisanie tutaj
- ćwiczenia, wstawanie o 4 rano mi wychodzi więc jest dobrze w tym kierunku
- wszyscy wkoło prychają, więc łykamy ze ślubnym tran, ćwiczymy, zdrowo jemy i chyba pomaga bo zdrowi jesteśmy
- zbliża się okres bo już brzuch pobolewa
- imprezujemy na andrzejkach w fajnej restauracji, menu wygląda bosko, dj znany, więc powinno być super i mam nadzieję że zapomnę o pewnych problemach na imprezie
- pewnie na razie będę rzadziej pisała bo do grudnia będzie jak co roku młyn
- załamało mnie to
- ale jest jeden mały pozytyw tego wszystkiego, o którym napiszę jak uda się to dopiąć do końca
- złapałam doła w związku z macierzyństwem
- dół minął, a był spowodowany filmem Listy do M. który bardzo bardzo polecam
- ukochany zus się coś na mnie obraził chyba i dziwne pisma mi wysyła, więc jestem tam ostatnio częstym gościem, co lekko powiem mnie wkurza (bo jest to sporo straconego czasu - a czas to pieniądz)
- zapisałam się na maraton zumby i fitnessu na sobotę
- okres świąteczny w firmie i zamówieniach się rozpoczął, więc nie mam czasu na pisanie tutaj
- ćwiczenia, wstawanie o 4 rano mi wychodzi więc jest dobrze w tym kierunku
- wszyscy wkoło prychają, więc łykamy ze ślubnym tran, ćwiczymy, zdrowo jemy i chyba pomaga bo zdrowi jesteśmy
- zbliża się okres bo już brzuch pobolewa
- imprezujemy na andrzejkach w fajnej restauracji, menu wygląda bosko, dj znany, więc powinno być super i mam nadzieję że zapomnę o pewnych problemach na imprezie
- pewnie na razie będę rzadziej pisała bo do grudnia będzie jak co roku młyn
piątek, 4 listopada 2011
I nastał piątek...
... jakoś dziwnie szybko. Wtorek wzięłam za niedzielę, środę za poniedziałek i już się weekendowo zrobiło ;) uwielbiam piątki, aerobic, czas dla siebie, kawowy piling, masaż i lampka wina.
Mam za sobą babski wieczór z niewybaczalną (!) jak dla mojej głowy ilością wina domowego. Ale odreagowałam, uśmiałam się jak nigdy i nawet spłakałam. Ale było cudnie :)
Weekend zapowiada się ciepło i sympatycznie, może zakończenie sezonu rowerowego sobie zrobimy? Pierwszy od dawien dawna weekend bez imprez, więc zajmiemy się sobą (odpowiednio!). Bo już zapomniałam jak to jest posiedzieć w domu z kubkiem kakao, przy fajnej muzyce i pogadać z mężem o pierdołach :)Tak, tego mi trzeba :)
Mam za sobą babski wieczór z niewybaczalną (!) jak dla mojej głowy ilością wina domowego. Ale odreagowałam, uśmiałam się jak nigdy i nawet spłakałam. Ale było cudnie :)
Weekend zapowiada się ciepło i sympatycznie, może zakończenie sezonu rowerowego sobie zrobimy? Pierwszy od dawien dawna weekend bez imprez, więc zajmiemy się sobą (odpowiednio!). Bo już zapomniałam jak to jest posiedzieć w domu z kubkiem kakao, przy fajnej muzyce i pogadać z mężem o pierdołach :)Tak, tego mi trzeba :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)